I nie zapeszyć, nie zapeszyć!
Anula potrafi coraz więcej. Ostatnio nie opierała się o kanapę, tylko siedziała i jadła podwieczorek :) I nawet dość prosto siedziała :) Dziś zjadła bardzo dużą część jabłka kompletnie sama, wgryzała się w nie i pożerała ze smakiem, nie upuściła ani razu! A do tego wszystkiego zaczęła sama siedzieć na nocniku :))) Rok temu kiwała się na wszystkie strony, bała każdego poruszenia, a wczoraj, przedwczoraj i dziś siedziała sobie praktycznie bez asekuracji i do tego próbowała stawiać na kanapie klocki trzymane w rączce.
Oby tak dalej. Oby tak dalej! Może wreszcie zaczniemy zbierać owoce trzyletniej ciężkiej pracy.
Pomyślałam w Nowy Rok o kilku marzeniach i jeśli nawet tylko połowa z nich się spełni, to będę bardzo szczęśliwa.
wtorek, 20 stycznia 2015
niedziela, 11 stycznia 2015
Zaczynamy Nowy Rok!
Witamy go w dobrych nastrojach - zabraliśmy Anię w góry, żeby podratować Jej oskrzela, a tam spotkała nas fantastyczna niespodzianka :) Rączki Ani na tyle się wzmocniły, że umie sama wbić widelec w parówkę albo inne jedzonko i sama może spałaszować śniadanie! :))) To wielka radość!
Byłyśmy już także w Opolu, rehabilitanci widzą postęp, a najważniejsze, że my go widzimy. Anusia stabilniej siedzi na kanapie, nadal z podparciem, ale swobodniej sięga po zabawki i podpiera się rączką chroniąc przed upadkiem. Czekamy na dalsze postępy i cały czas ciężko pracujemy,
Wnusia Hanusia skończyła roczek, a tuż przed nim przetuptała przez pokój :) Dobrze się rozwija, a Córka radzi sobie w roli żony i matki, czego chcieć więcej?
I nawet drobne niedyspozycje zdrowotne nie popsują mi radości.
wtorek, 30 grudnia 2014
2014 - żegnaj bez żalu
Jutro odchodzi Stary Rok. Nie był dobry, niestety. Nie spełnił pokładanych w nim nadziei, nie przyniósł tego, o czym marzyliśmy, a w zamian dał dodatkowe problemy i bezpowrotną stratę ważnych osób. Dlatego pożegnam go bez żalu, choć też wcale nie z nadzieją na wielką odmianę w kolejnym roku. Wewnętrzny głos mówi mi, że trzeba będzie jeszcze trochę poczekać, a Nowy Rok może być równie trudny jak mijający. Może się mylę, oby...
Mimo niewesołego podsumowania, nie był to wcale najgorszy rok. Pamiętam wiele dużo cięższych, przepłakanych, przeciągniętych na zaciśniętych zębach. Lat beznadziejnej szarpaniny, ze światełkiem wciąż uciekającym na koniec tunelu. Teraz jest jednak inaczej. Trudno, mozolnie, ale szczęśliwiej. Staram się chwytać każdy jasny promyk, każdą radość, małą i dużą. Wyostrzyło mi się patrzenie na dobro :)
Ten rok przyniósł także kolejnych dobrych ludzi, ciepło i wsparcie tych, którzy byli już wcześniej. Poczucie, że jest tak wiele przyjaznych mi dusz. To bardzo pomaga żyć :)
Od jednej z tych dobrych dusz dostałam życzenia, tak trafne, że nie zatrzymam ich dla siebie, tylko przekażę dalej:
Wszystkim dobrym ludziom o ciepłych sercach życzę, by w Nowym Roku jak najwięcej było dni, gdy zasypiając myślicie: "było super!" albo "będzie super!"
I zdrowia, bo ono naprawdę jest najważniejsze.
czwartek, 25 grudnia 2014
Wesołych Świąt!
To wyjątkowe Święta - bez Mamy... Obawialiśmy się, jak je będziemy przeżywać, ale Mama nam pomogła :) Tak jak łagodnie odeszła, tak i teraz łagodnie była z nami. Brakowało Jej przy stole, a jednak udało nam się spędzić Wigilię miło i radośnie. Rodzina Męża przyjechała do nas. Na stole, jak co roku, było dwanaście potraw, sianko pod obrusem i wspólne śpiewanie kolęd. Mąż przyniósł w tym roku tak wielką jemiołę, że nie było po niej widać odłamania ogromnego pęku do powieszenia w dużym pokoju, ani małych pęczków do przedpokoju :))) Reszta ogromnego drzewska stanęła w korytarzu klatki schodowej i witała przybywających gości :)
Mikołaj obdarował dużych i małych, spisał się znakomicie. Ania nie wie czym najpierw się bawić :) Dziś przyszła Madzia z Piotrkiem i Hanusią, było cudownie. Bawiliśmy się i biesiadowaliśmy. Kurczaczek upiekł się wyśmienicie, ciasta smakowały, a wszystkiego było oczywiście za dużo, jak co roku :) I nie szkodzi, że od czterech dni prawie nie wychodzę z kuchni, ręce mam szorstkie, a paznokcie połamane, i tak lubię Święta :) Najważniejsze, że mam moją kochaną Rodzinę. Chętnie im dogadzam i sprawiam przyjemności.
Niestety w tym roku Święta nie były całkiem zdrowe, ponieważ Michał zbiera się z zapalenia płuc, a ja kończę zapalenie gardła, ale nic to, nie jest źle.
Od jutra odpoczywam :) Po śniadanku jedziemy na grób Babci, a później do Mamy... Obiad, który na pewno przeciągnie się do kolacji, spędzimy u siostry Męża. W sobotę oczywiście nie gotuję, zjadamy do cna pozostałe świąteczne pyszności, zaś po południu idziemy na roczek Hanusi :) A w niedzielę wyjeżdżamy leczyć Anulkowe oskrzela i wrócimy po Nowym Roku.
Od jutra odpoczywam :) Po śniadanku jedziemy na grób Babci, a później do Mamy... Obiad, który na pewno przeciągnie się do kolacji, spędzimy u siostry Męża. W sobotę oczywiście nie gotuję, zjadamy do cna pozostałe świąteczne pyszności, zaś po południu idziemy na roczek Hanusi :) A w niedzielę wyjeżdżamy leczyć Anulkowe oskrzela i wrócimy po Nowym Roku.
Dzisiaj jest ten rodzaj ciszy, że każdy wszystko usłyszy: i sanie w obłokach mknące i gwiazdy na dach spadające. A wszędzie to ufne czekanie. Czekajmy aż cud się stanie.
Wesołych Świąt!
niedziela, 14 grudnia 2014
Nasza Maluszka ma już trzy latka
Świętowaliśmy dziś trzecie urodzinki Anuli i były to pierwsze urodziny, podczas których udało mi się po prostu cieszyć i nie wracało zbyt wiele traumatycznych wspomnień z okresu ciąży i porodu. Tak dużo czasu musiało upłynąć, by ból nie był zbyt dojmujący.
Anusia jest przecudownym darem losu. Mimo naszych codziennych zmagań, zawsze będę wdzięczna i szczęśliwa, że spotkał nas ten cud i Ją mamy :) Rozwija się coraz piękniej, gada jak najęta, cudnie się bawi i pragniemy tylko tego, by mogła być jak najbardziej samodzielna, a porażenie pozwalało Jej na korzystanie z życia w maksymalnym zakresie. Musimy w najbliższym czasie podjąć kilka decyzji dotyczących m.in. operacji i dalszej drogi rehabilitacji, ale dziś cieszymy się z ważnego dnia i przygotowujemy do nadejścia Świąt i Nowego Roku.
Mamy bardzo, bardzo brakuje... Często o Niej myślę, często mi się przypomina i często nie mogę powstrzymać łez. Trudno uwierzyć, że nie ma Jej wśród nas... Dziś byłaby z nami, z Anią. Tak bardzo Ją kochała... Zostało kilka wspólnych zdjęć, pamięć i wiara w to, że pomaga nam z drugiej strony Tęczy.
środa, 26 listopada 2014
"Spieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą..."
Wczorajszej nocy umarła moja kochana Teściowa.
Była bliskim mi człowiekiem. Od początku znajomości poczułyśmy do siebie nić sympatii i porozumienia, troszczyła się o nas, czułam Jej ciepło i zrozumienie.
Przechodzimy teraz ciężkie chwile. Za nami trudny dzień pełen smutnych formalności. Mąż został ze swoim Tatą, ja wróciłam do domu, do Ani. Nie wiem jak będzie wyglądał dzień pogrzebu, szczególnie jeśli chodzi o Anusię, ale wiem, że mogę liczyć na moje dzieci, które zajmą się nią tak jak dzisiaj, bym mogła wspierać Męża. Niewiele mogę zrobić, ale znam go na tyle, że czuję czego ode mnie potrzebuje. On musi wspierać swojego Tatę, a ja muszę wspierać jego, po prostu...
Kochana Anno! Jesteś teraz wysoko nad nami i wiem, że będziesz nam pomagać tak samo jak za życia, a może jeszcze bardziej. Tak chciałaś żeby Anula modliła się co wieczór do Anioła Stróża, a teraz Ty będziesz roztaczać nad nią opiekuńcze anielskie skrzydła. Będzie nam Ciebie bardzo brakowało, ale wiemy, że Twoja dusza unosi się nad nami i jesteś cały czas w pobliżu.
[*]
środa, 19 listopada 2014
300% prawdy
Nic dodać, nic ująć.
http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,114757,16919007,Dlaczego_dorosle_dzieci_zrywaja_wiezy_z_rodzicami_.html
http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,114757,16919007,Dlaczego_dorosle_dzieci_zrywaja_wiezy_z_rodzicami_.html
poniedziałek, 17 listopada 2014
Oj...
Rety... Jaki dół... Jak lej po bombie...Wczoraj się spłakałam jak bóbr, dopadły mnie straszne lęki o przyszłość. Do tego trochę smutnych wspomnień z przeszłości i nie mogłam się pozbierać.
Listopad za oknem i w sercu też listopadowo :(
Listopad za oknem i w sercu też listopadowo :(
piątek, 14 listopada 2014
Dwa lata
Tyle jesteśmy razem, mój Blogu. Dwa lata. Bardzo mi przez ten czas pomogłeś, szczególnie na początku naszej wspólnej drogi. Tak wiele się przez ten czas wydarzyło... Gdy sięgam pamięcią wstecz, widzę pokój w Geovicie w Dąbkach i pierwszy turnus malutkiej Anuli. Pamiętam swój lęk, ale i nadzieję, bo była jeszcze taka malutka... Wtedy nie całkiem do mnie docierało jak bardzo jest źle. Wierzyłam, że za chwilę, za miesiąc lub dwa, Maluszka zacznie się obracać, a potem już pójdzie "z górki" i wyrównamy wszystkie zaległości. Pamiętam też słowa Karimy, że za dwa lata Ania będzie zdrowa jak inne dzieci. Popłakałam się wtedy ze wzruszenia i nadziei.
Dwa lata właśnie minęły i Ania nie jest zdrowa, a ja już wiem, że nie będzie. Przeszłam daleką drogę. Długą, krętą i wyboistą, pełną złych i dobrych niespodzianek i pytań, na które musieliśmy sami dać sobie odpowiedzi. Ciągle pojawiają się nowe wyzwania, ale także nowe radości. I cały czas mamy szansę na samodzielność, co prawda bliższą kul niż samodzielnego biegania, ale jednak. I o tę samodzielność mojego ukochanego dziecka będę walczyć bez ustanku, dopóki mi starczy sił. Najważniejsze są siły Anuli, a Ona swoją dzielnością, radością i siłą mogłaby zawstydzić niejednego dorosłego człowieka.
Zaniedbałam Cię mój Blogu i miałam zamiar nawet opuścić, ale chyba tego nie zrobię. Dużo się dzieje i sporo na mnie spadło, nie starczało mi energii na pisanie. Nie ukrywam, że swoje zrobiła też świadomość zaglądania tu przez niekochającą i niekochaną rodzinkę, a jakikolwiek kontakt z nimi, nawet jednostronny, boli mnie wręcz fizycznie. Od razu mam przed oczami swoje koszmarne dzieciństwo, a lepiej mi się żyje gdy o nim nie pamiętam. Swoją droga to ciekawe, jak można latami chlać i katować swoje dziecko, a potem się dziwić, że ono nie chce kontaktu gdy dorosło. Widać można. Nie zamierzam się nad tym więcej zastanawiać. Temat uważam za definitywnie zamknięty raz na zawsze.
Anula mi dużo choruje :( Poszła do przedszkola i zaczęło się, dokładnie jak ze Starszaczką. W zasadzie wróciłam do pracy teoretycznie, bo w praktyce w kółko siedzę na opiece i z przerażeniem patrzę w przyszłość. Dobrze, że wakacyjny wyjazd nam się udał, było z czego rozładowywać akumulator, a choroby spadły zaraz po powrocie i falują do chwili obecnej. Jesteśmy w kropce... Do zdrowego dziecka można w ostateczności zatrudnić opiekunkę, ale z niepełnosprawnym dzieckiem już nie będzie to takie proste. Echhh...
Tuż przed Wszystkimi Świętymi zmarł na raka mój bardzo dobry znajomy i choć ta śmierć zbliżała się nieuchronnie, to smutek i pustka pozostają....
Nie wiem jak często uda mi się wracać do Ciebie, mój Blogu, ale będę się starać. Może coś się przełamie i przestanie być tylko źle i smutno. Może uda mi się wyjść ze skorupy, w której sobie ostatnio najchętniej siedzę. Może...
niedziela, 3 sierpnia 2014
Lato w pełni
Oj, przez kilka lat nie było tak słonecznie! Lubię lato i upały, choć z wiekiem jakby troszkę mniej, ale nawet jak dla mnie już za długo praży. Na pewno na urlopie taką pogodę znosi się inaczej. Pamiętam wakacje ze Starszakami, kiedy żar lał się z nieba przez dwa tygodnie, a my szczęśliwi pluskaliśmy się w Bałtyku. Nadmorskie kurorty przeżywają w tym roku oblężenie i mają sezon dziesięciolecia. Mnie też marzy się poleżeć choć trzy dni na plaży, słyszeć szum morza i nie myśleć o niczym, jednak na razie takie wakacje nie dla nas. Maluszka nadal samodzielnie nie siedzi i tylko by się na plaży umęczyła. Szoruje brzuchem po ziemi, nawet się nie przemieści po gorącym piasku. Nie mówiąć już o oczku, które teraz wymaga wzmożonej opieki. Z tego powodu nie możemy w te upały pojechać na basen :( Chcialibyśmy i my, i Ona, ale przez miesiąc nie wolno i koniec. Jednym słowem tegoroczne lato, idealne nad jakąkolwiek wodę, spędzimy od niej z dala. Zaczynamy doświadczać jak to jest planować urlop z niepełnosprawnym dzieckiem - tu nie wjedziesz, tu nie wejdziesz, plaże odpadają, wiele miejsc niedostępnych. Tak bardzo mi szkoda Anuli... Gdyby chociaż siedziała, mogłaby się bawić z dużo mniejszymi ograniczeniami. Mimo wszystko się nie damy i gdzieś wyskoczymy chociaż na kilka dni. Mąż dostał premię, a musi odpocząć. Jest wykończony całym rokiem ciężkiej pracy i szczególnie trudnym okresem od wiosny do teraz, a wczesną jesienią lepiej nie będzie, przynajmniej się nie zanosi. Ja od września do pracy, po dłuuugiej przerwie, a Maluszka do przedszkola. Stres na maksa, do tego powrót do intensywnych rehabilitacji. Trzeba naładować akumulatory. Mój, podparty marcowym wyjazdem, jeszcze działa, ale lipiec dał mu nieźle do wiwatu, więc zbierzemy graty i zaszyjemy się w jakiejś wiejskiej chałupie z dala od cywilizacji. Szczerze mówiąc dopiekły mi też całodniowe mecze okolicznych dzieciaków, prowadzone na placu zabaw pod oknami, a wieczorem na tymże palcu - spędy złotej polskiej młodzieży. O niczym bardziej nie marzę, niż o ciszy i spokoju chociaż przez tydzień...
poniedziałek, 28 lipca 2014
Już po!
Ufff... Wszystko przebiegło zgodnie z planem. Martwiłam się, ponieważ dwa dni przed operacją Anula zaczęła dziwnie pokasływać, a infekcja dyskwalifikowała do zabiegu. Na szczęście anestezjolog stwierdził, że nie słyszy niczego niepokojącego i można operować. Maluszka pokasłuje nadal, jakby Jej coś "wisiało" w gardle, ale to może być efekt botuliny - czasami bywa tak, że lekko zwiotcza różne mięśnie w organizmie.
Po powrocie z bloku operacyjnego był płacz i prawie godzina horroru, Anula próbowała trzeć oko i zrywała opatrunki, ale Mężowi udało się Ją ukołysać chodząc po sali. Usnęła na ponad dwie godziny, a obudziło się nie to samo dziecko :) Chciała iść do dzieci, bawić się i wrócił Jej dobry nastrój. Narzekała na oczko, więc dostała zastrzyk przeciwbólowy, a po południu wypisano nas z kliniki. Zostaliśmy w Katowicach do niedzieli żeby nie męczyć Małej podróżą. Od wczoraj jesteśmy w domku, zakraplamy kropelki (początkowo bez problemów, teraz już Anula się broni, ale jakoś się udaje Ją przekonać) i czekamy na wygojenie. Oczko spuchnięte, natomiast pacjentka radosna, co najważniejsze. Pod koniec tygodnia kontrola, muszę znaleźć na miejscu okulistę, który obejrzy Anulę, wtedy nie musimy jechać do Krakowa.
W perspektywie mamy miesiąc laby. Nie wolno ćwiczyć, tylko odpoczynek i relaks. Przyda nam się, wszystkim. W połowie miesiąca pojedziemy tylko na analizę chodu i przymiarkę rehabilitacyjnego fotelika samochodowego, ale to pikuś w porównaniu z naszym "zwyczajnym" miesiącem. Nie mówiąc o lipcu!
poniedziałek, 21 lipca 2014
W oczekiwaniu na operację
Dni pędzą jak zwariowane, a my znów we Wrocławiu. Maluszka ćwiczy jak zwykle dzielnie, Rosa chwali postepy, a upał obezwładnia. Byliśmy (jeden z synów pojechał z nami) dziś w fimie, która jest polskim przedstawicielem norweskiego producenta sprzętu do rehabilitacji i mają bardzo ciekawe rzeczy. Zależało mi na przymierzeniu Ani do pełzaka, dzięki któremu dzieci uczą się raczkować. Fajny wynalazek! Niestety, Anula jest już duża i mógłby jej posłużyć nie dłużej niż pół roku. Przymierzyliśmy też specjalne krzesło, wzorowane konstrukcyjnie na siodle, rewelacyjna maszyna. Wiele możliwości ustawień, a dziecko nie siedzi na kości ogonowej i nie ma szans na krzywienie pleców. Pracują mięśnie brzucha i grzbietu, poprawia się balans ciała. Świetna sprawa. I teraz mniej optymistycznie - w Norwegii jest system wypożyczania potrzebnego sprzętu, a u nas trzeba zapłacić. Pełzak kosztuje 6 tys. złotych, podstawowa wersja "krzesła", bez uchwytu do trzymania, stolika i pasów - 15 tysięcy... Kogo na to stać??? I dlaczego dobry i potrzebny sprzęt do usprawnienia dziecka, małego dziecka, jest niedostępny dla większości rodziców??!!
piątek, 11 lipca 2014
A dziś znów ciepło i słodko :)
Ciepło, choć za oknem chłód. Mogłoby nie padać, ale pada i cóż zrobić? Widzieć plusy! Szklanka może być do połowy pełna lub do połowy pusta i choć to nie zawsze jest proste, staram się patrzeć w pozytywnym kierunku.
Dzisiaj są moje urodziny. Trochę ich mam już za sobą... Bywały różne, radosne i smutne, wymarzone i pełne stresu, ale z upływem lat jakby coraz lepsze. Dziś było bardzo radośnie i miło :) Pamiętało o mnie wiele osób, dostałam serdeczne i piękne życzenia, a moje dzieci bardzo mnie wzruszyły. Spędziłam ten dzień w przepięknym miejscu, razem z dobrymi, bliskimi mi ludźmi. A wieczorem Anula chodziła w Upsee i podnosiła nóżki! Chwilo, trwaj...
sobota, 5 lipca 2014
Lekcja chamstwa
Wczoraj zjedliśmy obiad w IKEA i przy okazji byliśmy świadkami lekcji chamstwa, której ojciec udzielił synowi.
Odstawialiśmy tacę z talerzami do specjalnego wózka, a obok niego krzątała się pani sprzątająca, starsza kobieta. Nagle podszedł do niej wyraźnie zbulwersowany trzydziestoparolatek, ciągnący za sobą chłopca w wieku około dwunastu lat. Ojciec naskoczył na kobietę z agresywnymi pytaniami, czy kazała chłopcu odstawiać tacę z brudnymi naczyczyniami. Kilkakrotnie powiedział, że im się spieszy i to on kazał synowi zostawić tacę na stole, a ona jest od tego żeby sprzątać. Starsza pani próbowała coś tłumaczyć cichym głosem, ale nie miała żadnych szans. "Spieszący się" burak rzucił jeszcze kilka uwag, a jego syn stał w tym czasie ze spuszczoną głową. Po chwili poszli do windy, więc niestety musieliśmy jechać razem i wysłuchać dalszego ciągu "nauk" tatusia: "Ja ci mówiłem, że masz to zostawić! Kogo będziesz słuchał - ojca czy jakiejś baby?? Ta baba od tego jest żeby sprzątać, a jak jej się nie chce to ja ją nauczę!"
Młody człowiek jeszcze miał jakieś normalne odruchy - że trzeba po sobie posprzątać, że słucha się starszych osób. Jeszcze może uważał, że nie jest pępkiem świata. Od swojego ojca dostał lekcję chamstwa i traktowania innych jak śmieci. Prawdopodobnie na drugi raz mocno się zastanowi przed odruchowym odłożeniem swoich brudnych naczyń, przecież gdzieś tu jest służąca, która ma to zrobić.
A tatuś kiedyś podejdzie do innego stołu, zawalonego brudami i powie: "Co za chamy! Nażrą się jak świnie i nawet swoich brudów sprzątnąć nie potrafią, buraki jedne!"
czwartek, 3 lipca 2014
Wieczne odpoczywanie...
Pożegnaliśmy dziś teściową córki, uczestnicząc w bardzo spokojnym, wręcz pogodnym pogrzebie. Nawet aura dostosowała się do usposobienia, które Zmarła miała za życia. Był smutek, ale bez rozdzierających scen, w nabożeństwie w małym wiejskim kościółku uczestniczyło kilkoro malutkich dzieci, a dominował łagodny żal, ale także pogodzenie się z nieuchronnością śmierci.
My zajmowaliśmy się dziewczynkami, a Córka mogła w spokoju towarzyszyć swojemu mężowi i przeżywać pożegnanie z teściową, która okazała jej wiele serca i miłości. Zostałam jedyną babcią naszej wspólnej Wnuczki, ale będę jej mówić o drugiej Babci, której już nie ma, a która bardzo Hanusię kochała.
Odszedł dobry człowiek, a najbliżsi zrobili wszystko, by odchodziła w spokoju, otoczona miłością rodziny. Na pewno kiedyś pojadę na Jej grób, by spokojnie odmówić modlitwę.
wtorek, 1 lipca 2014
Odeszła teściowa mojej Córki
Dziś nad ranem zmarła mama mojego zięcia. Od miesiąca było wiadomo, że nie ma już dla Niej ratunku, jednak nawet w takiej sytuacji śmierć jest niespodziewana... W czwartek pożegnamy Ją na cmentarzu w rodzinnych stronach Jej męża. Nie zdążyła się nacieszyć szczęściem młodszego syna i wyczekaną wnuczką... Dobrze, że nie miała świadomości swojego stanu i nie musiała się bać. Odeszła we śnie i już nie cierpi... [*] [*] [*]
niedziela, 29 czerwca 2014
Koniec truskawek
Zawsze mi szkoda, że to już. Truskawkowy miesiąc szybko mija i za chwilę znów trzeba czekać cały rok. Echhh... No, ale gdyby nie to czekanie, nie byłyby tak wytęsknione :) Tegoroczne pozwoliły mi schudnąć 3,5 kilo, więc tym bardziej mi smutno je żegnać.
A u nas, jak to u nas - wir. Nieustający. Wizyta w Warszawie się udała, a tuż po niej przyszła wiadomość z kliniki, że operacja zeza Anuli już pod koniec lipca. W dodatku w Jej imieniny. Trochę się boję, noc po tej informacji kiepsko spałam, ale staram się myśleć pozytywnie i wierzę, że Ania dostanie dobry prezent imieninowy.
Na początku lipca botulina, jutro dzwonię czy uda się ją przyspieszyć o kilka dni. Czekają nas także nowe ortezy. A w środę lub czwartek ma przyjść przesyłka, a w niej... Upsee!!! Doczekaliśmy się!! :D :D Na razie trzymam emocje na wodzy, choć z trudem... Chciałabym już móc założyć to chodzidło i pójść na pierwszy spacer!
Anula ogólnie cudowna :) Rozkoszna mała gadułka. Poszliśmy na wesołe miasteczko, jeździła kolejką i fruwała na wielkich łabędziach (oczywiście z asekuracją), szczęśliwa jak promienne słoneczko. Nieoceniony Mąż upiekł wczoraj ciasto, a dziś zrobił pyszne śniadanie i obiad, dzięki czemu prawie zapomniałam, że w sobotę grał w Polsce Eric Clapton, a mnie na tym koncercie nie było. Buuuu..... :(
No cóż! Nie można mieć wszystkiego...
niedziela, 22 czerwca 2014
Oj, ciężko było!
Terapia była bardziej intensywna, co ma dać lepsze efekty. Podobno robi się tak również w Budapeszcie, w dodatku w trzytygodniowych blokach, z przerwami w soboty i niedziele. Nie bardzo to sobie wyobrażam... Maluszka jest niesamowicie dzielna! Kochany bohater! Niektóre pozycje były dla niej bardzo trudne i mocno płakała :( Na szczęście cięższe ćwiczenia przeplatane były łatwiejszymi i Anula dała radę. Miejmy nadzieję, że te trudy rzeczywiście przełożą się na wyniki.
Poza ćwiczeniami udało nam się miło spędzić czas, przede wszystkim u Cioci Anetki i jej rodzinki. Przebojem dla Ani okazał się kolorowy ogrodowy domek dla dzieci, w którym Maluszka spędziła większość czasu i nawet nieźle w nim siedziała :) Bała się małego, ruchliwego pieska, ale już na drugi dzień spróbowała go pogłaskać i widać było, że niewiele brakuje do oswojenia.
W piątek ćwiczenia odbyły się dwa razy, ale w sobotę pojechaliśmy kawałek za miasto, zobaczyć piękne stawy z dużą ilością ptasich siedlisk. Szkoda, że nie zabraliśmy lornetki! Pogoda nie bardzo sprzyjała, jednak deszcz poczekał na naszą drogę powrotną, więc nie było źle.
A dziś już w domku, rozpakowani i gotowi do kolejnego tygodnia pełnego wrażeń. We wtorek jedziemy do Warszawy, na terapię do dr Masgutowej, która będzie próbowała poprawić kształt główki Anuli. Poprzedni zabieg się udał, zobaczymy jak będzie teraz.
wtorek, 17 czerwca 2014
I znów w drogę na Dolny Śląsk
Wróciłyśmy do ćwiczeń, ale nie na długo w stałym rytmie tygodnia, ponieważ już jutro zbieramy się w drogę do Wrocławia. Mąż wziął urlop na piątek, dzięki czemu spędzimy trochę czasu wszyscy razem, a ja nie będę musiała dźwigać ciężarów. Po półrocznym oczekiwaniu rozpoczęłam kolejny etap rehabilitacji kręgosłupa - masaże i niestety po drugim zabiegu trochę boli... Masażysta uprzedzał, że tak będzie, dlatego kilka dni przerwy w dźwiganiu dobrze mi zrobi.
We Wrocławiu Rosa będzie pracować razem z siostrą, mam nadzieję, że nie będzie ciężej dla Anuli. I że efekty będą widoczne :)
czwartek, 12 czerwca 2014
Mamy kolejne sukcesy!!!
Po powrocie było mi chwilami dosyć ciężko, cały czas wracał lęk ile jeszcze uda nam się wywalczyć i gdzie będzie granica, do której dojdzie Ania. Dziś jednak nastrój mam o wiele lepszy (choć boli mnie głowa na zmianę pogody). Jest się z czego cieszyć - Anula je sama łyżeczką!!! :))) Tak bardzo się bałam czy to nastąpi i właśnie nastąpiło! Zjadła całkiem sama ponad połowę opakowania homogenizowanego serka. Jestem bardzo szczęśliwa! :)
Wczoraj był bardzo fajny dzień. Pojechałyśmy do Łodzi, do pani neurolog, zabierając ze sobą Starszaczkę z Córcią. Pani neurolog sywierdziła, że Ania będzie siedzieć i chodzić. Potrzebuję takich słów, potrzebuję koła, które mogę chwycić. Wierzę, że nam się uda, ale przychodzą też trudniejsze chwile i wtedy dobre prognozy ze strony specjalistów pomagają zbierać siły do walki.
Po obiadku wybrałyśmy się do zoo. Anula chwilami się przestraszała i zarządzała: "Idziemy stąd!" Nie spodobały jej się rozwrzeszczane papugi i z trudem zniosła ogromne motyle, przelatujące z nagłym trzepotem lub siadające Jej na ramieniu. Bała się też pawia, spacerującego alejkami i śmiało podchodzącego do ludzi. Nie wzbudził zaufania mojej Córki. Pozostałe zwierzęta oglądała z radością, a do żyraf musiałyśmy wchodzić dwa razy. Długo stałyśmy przy słoniu, a najwięcej radości przyniosły lemury, z małymi lemurzątkami uczepionymi swoich matek. Wnusia nawiązała bliski kontakt z żurawiem, który pukał dziobem w szybę, a Hanusia w tym samym momencie wyciągała do niego rączkę :)
We wtorek oddaliśmy kolejną partię zakrętek do skupu i dzięki wszystkim pomagającym nam ludziom dobrej woli mamy pieniążki na lipcowy wyjazd na terapię do Wrocławia. Bardzo gorąco dziękujemy!!!
Subskrybuj:
Posty (Atom)